

Nocą z 31 grudnia 2014 r. na 1 stycznia 2015r. wśród fajerwerków czuwałyśmy przy s. Judycie Bilickiej, która dała piękne świadectwo przechodzenia na drugą stronę życia. Wzruszające były wypowiedziane przez nią słowa: „to już chyba ta chwila”- mówiła wówczas o umieraniu. Nie miała sił by śpiewać, ale chciała słuchać naszych treli – więc nocą śpiewałyśmy jej ulubione pieśni a wśród nich kolędy. Psalmy brewiarzowe i modlitwa różańcowa towarzyszyła nam całą noc. Stawiałam sobie pytanie jak ulżyć w tym cierpieniu? Odpowiedź była prosta - być, modlić się i podać morfinę - to były lekarstwa na tamten czas. Stwierdzam, że bezradność ludzka w takich momentach jest bardzo trudna. I tak mijały godziny. W nocy z 1 na 2 stycznia Bóg powołał naszą Siostrę do Siebie. W wieku 52 lat, pożegnała ten świat. Zostawiła misje, na których spędziła 12 lat i wszystko co było jej drogie. Wiele o jej pracy misyjnej możemy dowiedzieć się z książki, którą zatytułowała La vie est belle… i ja też .
Czytaj więcej: Duch zmarłych przetrwa w pamięci żyjących